Ten fotoreportaż jest suplementem do dzisiejszego wpisu
Wojtka w naszej księdze gości, proszę przeglądać równolegle ;-)
Na początek porównanie surowego i szlachetnego kształtu amfiteatru sprzed 30 lat...

... i wspomnianego przez Wojtka kiczu telewizyjnego z roku bieżącego.

Na widowni, jak na napisał nasz kolega szaro, siermiężnie i bez żadnych atrakcji dla naiwnej widowni, wśród której jedyną barwną plamę stanowiła rodzina Krajników dopingująca nasz zespół.

Jedynym artystą, który miał porównywalne, a nawet większe wsparcie, była Maryla Rodowicz, ale proszę spojrzeć na te miny zawodowych klakierów za kasę...

... i porównać z entuzjazmem naszych delegatów.

Kiedy zespół
BiFF pojawił się na scenie amfiteatru, zginął wśród krzykliwych, świetlnych dekoracji.

Doping naszych wzmógł się jednak i - jak napisał Wojtek - na pewno nie przeszedł nie zauważony.

Ogólnie udział w festiwalu dla kibiców był ciekawym, choć rozczarowującym doświadczeniem.
Podobne odczucia, co do organizacji mieli również artyści, uczestniczący w przedłużających się i bezproduktywnych próbach, których efektem było i tak fatalne nagłośnienie w trakcie samego występu (podobno w telewizji wypadło ono dużo lepiej).
Zespół jednak, w stawce znanych wykonawców, nie wypadł najgorzej, zbierając trochę punktów zarówno od jury, jak i publiczności. Mamy nadzieję, że przełoży się to na większe zainteresowanie ich muzyką, co pokazuje już zwielokrotniona oglądalność strony na myspace.