2007-11-21 | Wokół budowy hali sportowej
Dawno nic nie pisaliśmy, bo czekaliśmy na jakieś pozytywne informacje. Niestety takie się jakoś nie trafiły. Za to problemy z budową nowej hali sportowej dla naszych szkół przeszły granice, do których można było milczeć.
Najpierw mieliśmy pospieszną, niekonsultowaną z nikim decyzję o rozpoczęciu budowy już w 2006 roku. Odkładając ją o kilkanaście miesięcy można było liczyć na sfinansowanie dużej części kosztów z uruchamianych właśnie funduszy unijnych. Stało się inaczej i prawie cały koszt budowy będzie ciążył kredytem długie lata na budżecie naszej gminy. Z własnych kieszeni musimy zapłacić ponad sześć milionów, podczas gdy wszyscy w Polsce budują w większości za kasę unijną.
Potem, w trakcie budowy, z której mimo wszystko byliśmy dumni, okazało się, że zgrabna konstrukcja szkieletowa hali została przykryta płytami w szarym kolorze, tworząc ponurą fasadę bez okien i jakichkolwiek innych urozmaiceń architektonicznych. Znowu bez jakichkolwiek konsultacji, arbitralnie zafundowano nam architektoniczną kupę, zasługującą na laur najbrzydszej budowli użyteczności publicznej w Polsce.
Dalej przeprowadzono częściowy remont chodnika prowadzącego do szkoły z przystanku gimbusa. Głównie chodziło o naprawę starych schodów i zrobienie podjazdu dla wózków. Podjazd zrobiono niestety po tej stronie chodnika, po której znajdują się dwa wysokie krawężniki przy stacji trafo. W związku z tym podjazd ten jest zupełnie bezużyteczny. Po drugiej stronie transformatora chodnik jest płaski, ale zamykają go schody, nadal nie do pokonania wózkiem. Trudno o bardziej absurdalny przykład bezmózgowia i marnotrawstwa publicznych pieniędzy.
Ostatnia smutna wiadomość z placu budowy jest taka, że generalny wykonawca budowy ściągnął do instalacji centralnego ogrzewania piec innej firmy i o innych parametrach, niż przewidziany w projekcie. Efekt jest taki, że stary piec jest już zdemontowany, nowego nie ma, a szkoła ogrzewana jest słoneczkami, farelkami i innymi wynalazkami, ściągniętymi do klas w pospolitym ruszeniu nauczycieli i rodziców. Kiedy będzie nowy piec - nie wiadomo. Wykonawca wpakował się w problem, z którego ma kłopot wybrnąć, rachunki szkoły za prąd rosną pewnie błyskawicznie i pozostaje mieć nadzieję, że łagodna zima utrzyma się jak najdłużej.
Żeby było jasne, za ostatnią wpadkę nie można winić władz gminy, bo jest ona wynikiem przekrętu ze strony wykonawcy. Można jednak zapytać o skuteczność nadzoru inwestycyjnego, skoro takie rzeczy są możliwe na najważniejszej i najdroższej w ciągu ostatnich wielu lat budowie w Tucznie.
Z niepokojem czekamy na kolejne wieści z placu budowy. Strach się bać tego, co nas jeszcze czeka.
Autor: redakcja