Zgodnie z zapowiedziami w ostatnią sobotę na drogi naszej gminy wyruszyła ruchoma scena, która odwiedziła cztery wsie, a wieczorem stanęła na plaży w Tucznie. Na żywo, w każdej miejscowości koncertował zespół
CZERWIE, a w drodze i na postojach grali didżeje:
Róży,
Louloutrec oraz
Mewa.
Po trwających całe piątkowe popołudnie

i pół nocy przygotowaniach

naczepa, użyczona przez firmę pana
Henryka Kasprzaka była gotowa do wyjazdu.
Oczywiscie nie zabrakło niespodzianek i jeszcze przed podpięciem naczepy musieliśmy wyciągnąć z dziury ciągnik przysłany przez firmę
Siedlisko z Wałcza.

Chwilę później byliśmy już jednak na ulicach Tuczna.

Cały czas grając muzykę, zasilani generatorem z
Nadleśnictwa Tuczno, dojechaliśmy do Strzalin

Tutaj zajęliśmy łąkę przed domem pana Templina, który jednocześnie udostępnił nam swoje przyłącze prądu. Mieszkańcy Strzalin zeszli się wkrótce, słysząc dobiegającą muzykę.

Niektórzy zaczęli nawet tańczyć przy jej dźwiękach, jednak większość wysłuchała koncertu biwakując na trawie.

Na zakończenie, w imieniu głównego sponsora imprezy, fundacji
Lider Wałecki, wręczono część nagród za udział w konkursie organizowanym przez tę fundację. Nagrody odebrał
sołtys Zbigniew Walczak, który był również mocno zaangażowany w przygotowanie koncertu.

Zaraz też pan sołtys musiał raz jeszcze wspomóc organizatorów, wyciągając swoim traktorem tira, który po raz drugi i na szczęście ostatni już, ugrzęznął na podmokłej łące.

Chwilę później scena ruszyła dalej, a za nią publiczność na rowerach i w samochodach.

Kolejny przystanek Zdbowo.

Tutaj ustawiliśmy się przed sklepem
GS Tuczno, z którego czerpaliśmy prąd, dzięki uprzejmości pani prezes.

Stosunkowo najmniej liczna publiczność albo chroniła się w cieniu, albo nie chciała zbliżyć do sceny, chociaż kilka osób zareagowało na występ bardzo pozytywnie, a zespół otrzymał nawet piwo od słuchacza. Jedno, ale zawsze...

I znowu w drogę. Cały czas gramy muzykę, trzymając jednocześnie podskakujące na wybojach głośniki, by nie zsunęły się z naczepy. Muszę przyznać, że z takiego niezwykłego pojazdu, sunącego powoli wąskimi drogami, oglądałem naszą piękną gminę z zupełnie innej perspektywy i była to całkiem nowe doznanie.

Następna stacja – Rzeczyca. Montujemy się w zagrodzie
Józka Madaja. Prąd jest, chociaż nasz elektryk coś pokręcił z przewodami i nie mamy tym razem odpowiedniej wtyczki na prąd trójfazowy. Na szczęście gniazdo 220 V w szopie Józka wytrzymało obciążenie i koncert odbył się bez przeszkód. W tym miejscu spotkaliśmy też najwięcej znajomych z Tuczna, którzy chcieli zobaczyć, jak impreza sprawdza się poza centrum naszej gminy.

Z Rzeczycy, gdzie znalazł nas fotoreporter z
„Gazety Wyborczej”, droga prowadzi nas do Jeziorek, gdzie dopadli nas dziennikarze
„Pojezierza Wałeckiego”. Nie sądzę, byśmy w tym amoku organizacyjnym, upale i coraz większym zmęczeniu udzielili im sensownych odpowiedzi, więc nie radzimy zaglądać do najbliższego wydania tygodnika ;-)

My zmęczeni... ale co ma powiedzieć zespół, który gra tu już czwarty koncert tego dnia? Okazali się prawdziwymi zawodowcami, bo wytrzymali i tego seta i jeszcze mieli siły na wieczorny występ w Tucznie.

W Jeziorkach publiczność była najliczniejsza, zajmując cały plac nad stawem w centrum wsi.

Bawiły się całe rodziny z dziećmi, co jest szczególnie miłe. Zresztą wszędzie największą frajdę zdawały się mieć dzieci i psy biegające między publicznością.

Ostatni etap to powrót do Tuczna. Po drodze jednak musiliśmy jeszcze zmienić ciągnik, bo pierwszy kierowca przekroczył już dopuszczalny czas pracy i zmienił go ze swoim pojazdem
Arek Grzech, który bezpiecznie wmanewrował scenę w wąską drogę na plaży miejskiej.

Tutaj, dzięki przychylności
Urzędu Miasta i Gminy Tuczno odbył się ostatni akord imprezy – kolejny koncert
CZERWI poprzedzony niespodzianką w postaci solowego występu młodego skrzypka, przywiezionego prosto z festiwalu FAMA. Ten mocno awangardowy występ nie wszystkim przypadł do gustu, ale nie zniechęci to nas w przyszłości do promowania trudniejszej muzyki, skoro przynajmniej część publiczności odebrała go przychylnie.

Przez cały dzień towarzyszył nam człowiek z kamerą, więc jest szansa, że ten bardzo zdolny filmowiec zmontuje z tego wydarzenia ciekawy reportaż, który obejrzymy sobie wspólnie już za miesiąc, na kolejnej szykowanej właśnie imprezie.

Do wszystkich wymienionych wyżej osób i instytucji, jakie nam pomogły dopiszmy jeszcze na koniec
Zamek Tuczno, w którym mogliśmy przenocować część ekipy oraz zaprzyjaźniony
Ośrodek Kultury w Kaliszu Pomorskim, który po raz kolejny już użyczył nam za symboliczną opłatę sprzętu nagłaśniającego, ale przede wszystkim oddał nam do dyspozycji swojego znakomitego, a przy tym sympatycznego i odpornego na wszelkie trudy akustyka,
Adriana Padysza.
Oczywiście najważniejszym sponsorem była fundacja
LIDER WAŁECKI, która cała imprezę sfinansowała i bez której wsparcia nie moglibyśmy nawet pomyśleć o takim przedsięwzięciu.
Wszystkim przyjaciołom, sponsorom, artystom i publiczności gorącą dziękujemy za wspólną zabawę. I do następnego razu.