Jednym z najważniejszych kryteriów oceny kultury każdej społeczności jest jej stosunek do własnej przeszłości. Wspólna historia, razem z jej materialnymi świadectwami jest jednym z elementów budujących poczucie więzi.
W Polsce, po ostatniej wojnie, nastąpiło całkowite przemieszanie populacji i niewiele miast, czy regionów utrzymało wcześniejszą strukturę społeczną i lokalą tradycję. Tuczno nie miało tego szczęścia, przeciwnie – znalazło się wśród miast, które zostały niemal doszczętnie zburzone, a do tego nastąpiła w nich prawie pełna wymiana ludności.
Dalsze zniszczenia przyszły w latach komuny, kiedy w naszym mieście rozebrano wiele wartościowych architektonicznie budynków, z dawną pocztą i kościołem ewangelickim na czele. Nic dziwnego, władza ludowa z niechęcią patrzyła na wszystko, co mogło przypominać o niemieckim wkładzie w rozwój Tuczna. Symbolem nowych czasów i nowego społeczeństwa były bloki, jakie do dziś są nieszczęściem dla architektury miasta.
Komuna rozsypała się prawie 20 lat temu i przypominanie o prawdziwej historii ziem zachodnich, pielęgnowanie tradycji i zabytków pozostawionych przez ich niemieckich i żydowskich mieszkańców przestało być zdradą ojczyzny. Wiele miast potrafiło wówczas zwrócić się ku swej prawdziwej historii, wydobyć z niej, co ciekawe i zadbać o tego materialne świadectwa. Chlubnym przykładem jest Wrocław, który jest dumny ze swej niemieckiej przeszłości i zrobił z niej jeden ze swoich atutów, dzięki którym przyciąga rzesze turystów, nie tylko niemieckich zresztą.
A jak wygląda sytuacja w Tucznie? Niestety nie istnieje żaden program ochrony zabytków. Nie podejmuje się żadnych działań, zmierzających do odbudowy historycznego centrum miasta wokół rynku. Nikt, poza kilkoma pasjonatami, nie gromadzi i nie systematyzuje dokumentacji historycznej. Nie istnieje żadna komórka zajmująca się popularyzacją, bogatej przecież i bardzo interesującej historii Tuczna ani wśród mieszkańców, szczególnie młodzieży, ani wśród odwiedzających jeszcze nasze miasto turystów. Takie cenne zabytki, jak kościół, zamek, bunkry, nie są właściwie dostępne dla zwiedzających i trzeba dużej determinacji i dobrej znajomości lokalnych stosunków, żeby zapewnić sobie możliwość ich zwiedzenia, a tym bardziej posiąść wiedzę o ich historii i specyfice.
Najgorsze jest jednak to, że nadal niszczeją ostatnie ślady po dawnych mieszkańcach – stare cmentarze Tuczna.
Niestety, nawet obecnie funkcjonujący cmentarz został z premedytacją zdewastowany już w czasach III RP. Bezmyślnie zrównano z ziemią stare, przedwojenne nagrobki, a usunięte tablice potraktowano jak gruz lub budulec „z odzysku”.
Ten barbarzyński proceder trwa nadal, nie tak spektakularnie, ale systematycznie, przez zaniechanie, niszczeją resztki cmentarzy. Taki widok, jak na poniższym zdjęciu jest, owszem, romantyczny. Jest też jednocześnie smutny, gdy spojrzeć nań w kontekscie naszego stosunku do historii.

Bez żadnej refleksji pozwalamy niszczeć i sami niszczymy groby dawnych mieszkańców Tuczna. A przecież tak niewiele potrzeba, żebyśmy z barbarzyńców stali się cywilizowaną społecznością, a do tego stworzyli dodatkową atrakcję turystyczną.
Dlaczego nie ogrodzić i zabezpieczyć przed dalszym niszczeniem tego terenu, zgromadzić na nim wszystkie rozproszone, jakie się jeszcze uda uratować tablice i pomniki nagrobne, opisać je i postawić kilka ławek. Stworzenie takiego lapidarium pozwoliłoby przypomnieć o bogatej, wieloetnicznej historii Tuczna, a jednocześnie uporządkowałoby zaniedbany, a cenny kulturowo i przyrodniczo teren w centrum miasta. Taka inwestycja jest możliwa do zrealizowania nawet ze środków własnych gminy, ale sądzę, że z łatwością można ją sfinansować za pieniądze unijne lub fundacji polsko-niemieckiej.
Bez względu jednak na to, w jaki sposób i jakim kosztem ma to być zrobione, powinniśmy skończyć z deptaniem grobów ludzi, którzy przed nami budowali to miasto.