2007-06-02 | Nieczynny lokal na plaży miejskiej
Pomimo tego, że od kilku tygodni pogoda zachęca do spędzania czasu nad jeziorami, najpopularniejsze miejsce wypoczynku - plaża miejska - nie oferuje nic, poza nie do końca wyremontowanym pomostem. Nieczynny lokal "Wodnik, z zamkniętymi drzwiami i okiennicami, sprawia raczej przygnębiające wrażenie. Na pewno taki widok nie zachęca do wizyt w tym miejscu:

Oprócz tego, że wygląda to fatalnie, odbiera to również możliwość napicia się czy zjedzenia czegokolwiek. Najgorsze jednak, że w zamkniętej knajpie znajduje się jedyna na plaży toaleta, więc nie można ani umyć się, ani dyskretnie przebrać, ani załatwić podstawowych potrzeb fizjologicznych.

Pytany o przyczynę takiego stanu rzeczy, ajent lokalu twierdzi, że burmistrz miasta nie wyraziła zgody na otwarcie knajpy przed 20. czerwca, jak opiewa umowa dzierżawy. Jeżeli jest to prawdą, to oznacza, że nasza władza ma w nosie zarówno możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy, za zmianę warunków dzierżawy, jak i potrzeby mieszkańców naszego miasta oraz tych ostatnich turystów, którzy jeszcze nas odwiedzają, pomimo warunków wypoczynku odstających coraz bardziej od poziomu, do jakiego przywykli w innych miejscach.

Inny lokal położony nad Jeziorem Liptowskim - popularna "Jagódka" - nie będzie w ogóle otwarty w tym sezonie. Złożyło się na to wiele przyczyn - osobiste problemy ajenta, zniechęconego dodatkowo przez złodziei, którzy ukradli zarówno kabel zasilający lokal w energię elektryczną, jak i tablicę stojącą wcześniej przy ulicy Konopnickiej, a wskazującą drogę na plażę miejską i jednocześnie do lokalu. Ciekawostką jest przy tym fakt, że w obu przypadkach policja i władze miasta nie zechciały interweniować. Wygląda na to, że złodzieje otaczani są w naszym mieście większą ochroną, niż przedsiębiorcy, podnoszący swoimi działaniami atrakcyjność turystyczną naszego miasta i tworzący miejsca pracy.
Do listy problemów, z jakimi boryka się dzierżawca "Jagódki", dodać należy jeszcze nieuregulowany statut tego lokalu. Władze miasta nie tylko nie zgadzają się na sprzedaż tego lokalu, co na pewno zmniejsza ochotę do inwestowania w niego, ale nawet nie potrafią wyznaczyć dokładnie granic dzierżawionego terenu, co uniemożliwia stworzenie planowanego przez ajenta placu zabaw dla dzieci, które z rodzicami odwiedzają lokal.

Tak więc, choć w innych turystycznych miejscowościach naszego kraju sezon letni zaczyna się od długiego, majowego weekendu, u nas, po miesiącu od jego rozpoczęcia, nie działa nic - ani lokale nad jeziorem, ani oświetlenie drogi na plażę, ani kąpielisko, na którym zrujnowany pomost, z pourywanymi poręczami i drabinkami grozi kalectwem każdemu, kto spróbuje z niego skorzystać. O remoncie drogi na plażę, postawieniu przy niej ławek i koszy na śmieci od lat już chyba nikt nawet nie marzy. Wizja czystych, publicznych toalet i pryszniców oraz wypożyczalni sprzętu wodnego na plaży, czy choćby porządnego oznakowania drogi na nią wydaje się być już zupełną fantasmagorią. W tej sytuacji wczasy w Tucznie będą chyba niedługo atrakcyjne dla miłośników skansenów komunizmu lub dla żądnych przygód uczestników obozów przetrwania, na pewno nie dla zasobnych turystów planujących atrakcyjny wypoczynek z rodzinami.


Autor: redakcja

 


 






Bałagan Artystyczny | Tuczno-Tütz | Zespół Szkól Tuczno | UMiG Tuczno | Eclipse Design