Od kilku dni zamknięta jest droga z Tuczna do Strzalin. Lata, ciężkie pojazdy i bobry zrobiły swoje - podmywana i rozjeżdżana pohitlerowska betonówka rozsypała się w najniżej położonym odcinku, tuż przed Strzalinami. Natychmiastowa reakcja drogowców daje nadzieję na szybką naprawę uszkodzonego fragmentu.
Na razie dojazd do Strzalin jest niemożliwy.

Oczywiście nie obeszło się przy okazji bez absurdów. Nasi dzielni drogowcy zamknęli drogę już przy wyjeździe z Tuczna, choć wyrwa w jezdni jest dwa kilometry dalej. Postawiony na początku betonówki zakaz wjazdu, zamiast znaku informującego o tym, że droga jest nieprzejezdna na dalszym odcinku, powoduje, że mieszkańcy Tuczna III oraz niektórzy właściciele domków wczasowych pozbawieni zostali dojazdu do swoich posesji. Naturalnie jedni i drudzy ten zakaz łamią, podobnie, jak wielu wędkarzy i rowerzystów, których on przecież też dotyczy. Brakuje tylko, żeby Nasz Ulubiony Policjant ustawił się kilkaset metrów dalej i wlepiał wszystkim mandaty. Zresztą wątpliwej słuszności, bo prawo wymaga, żeby w wypadku zamknięcia drogi publicznej wyznaczyć i oznakować objazd, tymczasem jedyna tablica informująca o objeździe kieruje nas prosto do lasu, przez rów i zarośla. Gratulujemy poczucia humoru.
