Czyli rzeczy, którym sami się nie dziwimy, bo tak było "od zawsze", a które na przyjezdnych robią duże wrażenie. W Pizie, na przykład, jest krzywa wieża, w Wuppertalu wiszący tramwaj, a u nas?
Przejście dla pieszych przy głównej ulicy Tuczna. Nie jest to byle jakie przejście, ale poważna przeszkoda terenowa, stawiająca każdego przed dylematem - złamać prawo depcząc trawnik, złamać prawo przekraczając ulice obok zebry, czy złamać nogę, skacząc nad trawnikiem?
Prosimy nie przysłać do redakcji propozycji prawidłowych odpowiedzi.
Pytania pomocnicze proszę kierować do Urzędu Miasta.

W nawiązaniu do
krzywej wieży możemy pochwalić się "krzywymi schodami" w Tucznie.
Poniższe zdjęcie ukazuje dosyć dobrze stan tej kolejnej przeszkody terenowej, znajdującej się na trasie spacerowej z centrum miasta na plażę. Żadna fotka nie odda jednak emocji, z jakimi wszyscy pokonujemy te schody, zastanawiając się, czy tym razem też się uda...
Nie wiemy, czy 50 metrów od Urzędu Miasta to za daleko, żeby zauważyć ten problem, czy może nasze nasze władze chcą traktować ten zabytek małej architektury jako lokalną atrakcję sportową?
Nie wiemy też, czy są w budżecie miasta rezerwy na ewentualne odszkodowania dla ofiar tej nietypowej ściany wspinaczkowej.
Na szczególnie wyrafinowany żart wygląda to, że środkiem biegnie pochylnia dla wózków. Może powinniśmy zorganizować dla młodych matek zawody w pokonywaniu tych schodów z dzieckiem w wózku? Byłoby to widowisko nie mniej krwawe i emocjonujące, niż słynna gonitwa byków w Pampelunie, przyciągająca co roku tłumy turystów.
Czyżby pomysł na odrodzenie turystyki w Tucznie?

Kolejny tuczyński ewenement to drabina podwodna.
Niecały rok temu jedna z drabinek na miejskiej plaży oddzieliła się samoistnie od pomostu (jak śmiała w ogóle, bezczelna, na początku sezonu kąpielowego?). Powoli, pod ciężarem własnym oraz kąpielowiczów, zaczęła pogrążać się w wodzie. Pod koniec lata wystawała z niej jeszcze na tyle, że spełniała swoją rolę - mimo ryzyka poranienia używających jej ostrymi końcami oberwanych poręczy - więc nikt się nie zainteresował jej naprawą. Tak też zostało do dziś, tyle że po kolejnych miesiącach niemal cała drabinka znalazła się pod wodą.
Jest nadzieja, że do lata całkowicie zniknie w toni jeziora, oszczędzając miastu konieczności naprawy i dając pracę policji, szukającej odpowiedzi na pytanie: kto ukradł drabinkę?
Podpowiadamy, że daremne będzie szukanie jej na skupach złomu. Pierwszym podejrzanym w tej sytuacji jest Wodnik Szuwarek lub ktoś z jego licznych krewnych-degeneratów.
